Martin poczekał aż kolejny wóz pełen zboża przejedzie „To do mojego taty” – pomyślał i szybko przemknął przez ulicę. Dotarł do Bramy Pyrzyckiej i wybiegł na podgrodzie. Śpieszył się, gdyż wiedział, że ojciec zaraz wypływa „Bartek! – wołał z daleka - Biegniemy do portu! Kto szybciej!”. Martin wiedział, że ma małą szansę, aby wygrać, dlatego zawsze wybiegał pierwszy. Gnali teraz przez miasto, rozrabiając jak na trzynastolatków przystało. Przepłoszyli kury w klatkach, to chwycili za ogon krowę, to podkradli jabłka z wozu. Wiedzieli, że nikt ich nie złapie, gdyż są najlepszymi biegaczami i znają wszystkie zakamarki swojego miasta. Byli u siebie.